Współczucie, pogarda i litość

2020-07-17
Współczucie, pogarda i litość

Współczucie to prawdopodobnie najczęściej używane słowo kojarzone nie tylko z buddyzmem, ale również innymi tradycjami religijnymi czy duchowymi. Jak wiele tego typu słów "naczelnych", podobnie jak "świadomość" czy "dusza" ma tak wiele skojarzeń i znaczeń, tak rozległą sieć powiązanych konceptów, że w efekcie bywa nieprecyzyjne i mylące. Każdy z nas pod tym słowem widzi inne znaczenie.

"Współczuję" w tak zwanych uduchowionych środowiskach czasami według mnie oznacza po prostu "czuję pogardę". Wczoraj byliśmy pełni mętliku emocjonalnego i na pewne sytuacje odpowiedzielibyśmy: "mam to w dupie" albo "co za idiota!". Dołączyliśmy jednak do grupy rozwoju duchowego i od dziś tak mówić nie wypada. Mówimy więc "współczuję mu" przeżywając te same emocje, co wcześniej, lżej lub mocniej je tłumiąc. Chyba lepiej po prostu stosować starą metodę wyrażania emocji, niż przebierać ją w piękne szaty. Stara metoda była prosta i szczera, nowa, zakamuflowana daje mniejszą nadzieję na zmianę.

Drugi odcień współczucia to bolesne, ciężkie żałowanie, litowanie się. W mediach społecznościowych przejawia się ono często w reakcji na złe traktowanie zwierząt. Przeżywamy przytłaczającą, niezwykle ciężką reakcję na dręczenie zwierząt, identyfikujemy się z ofiarami i litujemy nad nimi. Jednocześnie czujemy furię, agresję, nienawiść do oprawcy. Takie reakcje oznaczają, że prawdopodobnie sami byliśmy bardzo skrzywdzeni i nadal tych konfliktów nie rozwiązaliśmy.

Nie o te znaczenia współczucia chodzi. Wydaje mi się, że najtrafniejszym zastępstwem dla słowa współczucie jest "zrozumienie" z atrybutem lekkości. Jest to zrozumienie, że w konkretnych okolicznościach innej osoby, jej reakcja, początkowo bardzo dziwna czy wręcz odrażająca dla nas, staje się w pełni zrozumiała. Musiał się tak zachować, rozumiem to. Tyle przeszedł w dzieciństwie, toczy tak nierówny bój, nie ma się co dziwić, że tak się zachowuje. Musiała zagłosować na inną opcję polityczną. Urodziła się w takiej rodzinie, nasiąkła taką a taką ideologią. Nie ma wyjścia, jej wpływ na decyzję jest ograniczony. Zrozumienie pozaintelektualne - po prostu wiemy, że nie mógł się inaczej zachować. Nie trzeba tego roztrząsać i uzasadniać. Widok źle traktowanych zwierząt nie wbija nas do ziemi, potrafimy utrzymać lekkość, która zapewnia lepszą reakcję, skuteczniejszą pomoc zwierzętom. Zdołowanie, wbicie do ziemi utrudnia lub uniemożliwia sprawne i mądre działanie.

Po to o tym wszystkim piszę? Bo tak rozumiane współczucie świetnie pokazuje, czy jesteśmy na ścieżce i na kursie.

Co z tego, że chodzimy co niedzielę do kościoła, kiedy nadal kompletnie nie mamy zrozumienia dla osób o innych poglądach i gardzimy żoną? Albo ze szkołą coś jest nie tak, albo uczeń nie rozumie przekazu. Czas na zmianę.

Co z tego, że jeździmy na liczne retrity buddyjskie, kiedy nadal widząc źle traktowane zwierzęta z pełną pogardą lub odrazą "współczujemy" oprawcy? Albo ze szkołą coś jest nie tak, albo uczeń nie rozumie przekazu. Czas na zmianę.

A jeśli nie należymy do żadnej formalnej grupy religijnej czy duchowej i nawet nie tracimy czasu na zastanawianie się, czy bóg istnieje, czy nie, ale mamy bliski kontakt z przyrodą, w tym z ludźmi, jeśli mamy zrozumienie dla większości zachowań innych osób - to znak, że jesteśmy na dobrej ścieżce. Jeśli należymy to takiej czy innej grupy duchowej i potrafimy zrozumieć zachowania innych, z którymi się nie zgadzamy - to znak, że jesteśmy w odpowiedniej dla nas grupie. Przynależność do organizacji nie jest tu kluczowe - czasem pomaga, czasem szkodzi. Z takimi organizacjami jest jak z przedszkolem - dobrze do niego pochodzić, ale warto wreszcie wyrosnąć i podejmować samodzielne decyzje.

Warto więc czasem zwrócić uwagę - czy mam zrozumienie i czy jest ono lekkie.