Obrona jest pierwszym aktem wojny

2020-07-22
Obrona jest pierwszym aktem wojny

To zdanie Byron Katie, której twórczość gorąco polecam. Wyjątkowa, świetna babka! Zastanów się na tym zdaniem. Czy musimy reagować, gdy ktoś nas urazi, obrazi, poniży, zawstydzi? Mam na myśli reagowanie poprzez kontratak.

Jestem gorącym zwolennikiem podejścia, iż walka jest bez sensu. Dlatego nie angażuję się w protesty, demonstracje i "obronę zwierząt", w której walczy się z ich oprawcami.

Konsekwencje wojny mentalnej widać jak na dłoni podczas nasilającego się od kilkunastu lat konfliktu politycznego w Polsce. Zdecydowana większość osób, które znam i są zaangażowane w politykę, prowadzą wojnę przeciwko. W zasadzie nie słychać nikogo, kto by mówił, co buduje, jakie pozytywne wartości zamierza wprowadzać, a nawet jeśli to robi, to jest to jedynie marketing przykrywający wojnę pod spodem.

Dlaczego uważam, że wojna nie ma sensu?

  • Przeciwnik dyktuje twoje ruchy. Prowadząc walkę musisz ciągle obserwować przeciwnika i to on w rzeczywistości dyktuje Twoje ruchy. Przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego rzadko sobie zdają sprawę z tego, że są jego poddanymi. Wykonują precyzyjnie jego polecenia sprzeciwiając się jego słowom. Na przykład musisz nagle pokochać środowiska LGBT, mimo że wcześniej o tym w ogóle nie myślałeś. Teraz ich kochasz, bo Jarosław kazał. Trochę wymuszona miłość, nieprawdaż?
  • Kultywujesz negatywne emocji. Skoro jesteś zmuszony obserwować przeciwnika, a jesteś z nim na wojnie, to każde spojrzenie w jego kierunku powoduje negatywne emocje: złość, nienawiść, frustrację, pogardę. Trudno o przepis na bardziej doskonałą szambo-jogę niż obserwowanie przeciwnika w stanie mentalnej wojny. Każdy jego ruch to wiaderko gnojówki na twoją głowę. Być może to lubisz, ale twoje ciało nie. Dlatego błaga cię o alkohol, narkotyki czy inne metody pozwalające na powstrzymanie kąpieli w gnojówce. Pomyśl, jak silna jest ta szambo-trucizna mentalna, skoro organizm woli zabijać wątrobę alkoholem, byle odzyskać chwilę pokoju.
  • Niepostrzeżenie stajesz się przeciwnikiem. Na początku byłeś niewinnym idealistą i przystąpiłeś do wojny z ciemną stroną mocy. Byłeś łagodny i pozytywny jak Kidawa-Błońska, ale nikt Cię nie słuchał. Stopniowo więc zaostrzasz kurs i co krok przekraczasz swoje dawne granice. W ten sposób twoja oglądalność rośnie i wreszcie cię słuchają. Cel uświęca środki, więc nie masz wyrzutów sumienia - w końcu walczysz ze złem. Po kilku latach - gdybyś był w stanie uczciwie spojrzeć wstecz - byłbyś zdumiony, do czego się posuwasz i jak bardzo się zmieniłeś. Stosujesz te same metody, co twój przeciwnik. Różnisz się od niego jedynie odcieniem. Stałeś się jego negatywem. Idealnie się zsynchronizowałeś z jego emocjami, sposobem myślenia i metodami. Gratulacje, to był długi, ale owocny projekt!

Przez długie lata nie mogłem zrozumieć, dlaczego w biblijnej opowieści człowiek został wypędzony z raju za poznanie dobra i zła. Teraz to jest dla mnie jasne. Ten podział - przydatny w przedszkolu - jest sam w sobie definicją piekła, wypędzenia z raju nieoceniania. Staram się obchodzić dalekim łukiem tych świętych i idealnych moralnie, którzy często używają argumentów dobra i zła. Po przekroczeniu wieku przedszkolnego lepszym kompasem są konsekwencje. Zrobisz tak, konsekwencje będą takie. Zrobisz siak, będą siakie. Ani dobre, anie złe. Po prostu takie lub siakie. Jaka ulga - nie trzeba być sędzią przy każdej decyzji! Można z lekką głową eksperymentować z różnymi decyzjami i obserwować konsekwencje.

Jaka jest alternatywa wobec wojny? Budowanie, tworzenie, działanie w pozytywnym celu. Rzeczywiście pozytywnym, a nie z wierzchu buźki, a pod spodem wojna. A jeszcze lepiej, gdy celem działania jest samo działanie. Wtedy tworzymy sztukę.

"Potrzebujesz działania - nie reakcji (ang. action not reaction). Dystansu - nie zaangażowania" - powtarzam zdanie Stuarta Wilde'a do znudzenia.

Jeszcze jedna wieloletnia obserwacja związana z tym tematem. Jeśli ktoś cię straszy - zejdź mu szybko z drogi i idź dalej. Nie jest wart Twojej uwagi. Jest tak pełen strachu, że wylewa go na ciebie, bo nie może go w sobie pomieścić. Rozglądaj się za tymi, którzy cię motywują i unoszą na duchu. Za tymi, których wypełnia pokój. To bardzo prosta i skuteczna metoda ułatwiająca życie.

Przeważnie w rozmowie na temat bezsensu wojny pojawiają się skrajne argumenty: "A co zrobisz, jak przyjdą z karabinami przed twój dom? Pozwolisz spokojnie zastrzelić rodzinę? Nie będziesz się bronić?". Nie wiem, co będzie w takim przypadku. Na pewno jakieś sensowne działanie się pojawi. Na pewno będę na taką sytuację lepiej przygotowany, niż weterani, którzy stracili szmat życia na wojnie. Szkoda czasu na fantazjowanie, a z pewnością nie jest rozsądne przestawianie całego życia i prowadzenia w nim wojny tylko dlatego, że ma się w głowie chorą myśl o tych, co przyjdą pod dom z karabinami. Lub trwale zepsują twoje dzieci poprzez lekcje onanizowania się w ramach szerzenia ideologii LGBT. Rozluźnij się, to tylko twoje chore myśli z twojego obitego umysłu. Przyszły, odejdą.

Igor Bokun, lipiec 2020 ClearMind.pl