PODROZUJ_LZEJSZYM

Mindfulness 24

2021-09-21
Igor Bokun

Zwykle kojarzymy mindfulness, medytację z siedzeniem w pozycji lotosu. Medytacja siedząca - niekoniecznie w tej niekomfortowej dla wielu z nas pozycji – jest najbardziej rozpowszechniona. Nazywamy ją siłownią mentalną. W ten sposób praktykujemy lub raczej bawimy się w warunkach spokojnych, niejako laboratoryjnych. Medytacja siedząca pozwala na wyrobienie nawyku obserwowania naszych stanów mentalnych oraz rozproszeń. Obserwowanie stanów mentalnych buduje w nas dystans mentalny, który przecina automatyczne przejście z bodźca do reakcji. Obserwując z kolei rozproszenia i konsekwentnie wracając do kotwicy medytacyjnej, na przykład do oddechu, pozbywamy się małpiego rozumu, skaczącego frywolnie z tematu na temat. Stajemy się skupieni.

Bezruch jednak nie jest stanem, w którym wykorzystujemy w pełni swój ludzki potencjał. Jesteśmy istotami towarzyskimi i ruchliwymi. Gdy więc oswoimy się z podstawami mindfulness w pozycji siedzącej możemy przejść do medytacji w ruchu. Zacznijmy od spaceru, w wolniejszym tempie niż zwykle. Zatapiamy się podczas takiego spaceru w zmysłach: wnikliwie obserwujemy dotyk, ruch powietrza, nasz oddech, płynne ruchy ciała. Kierując całą naszą uwagę na zmysły nasz organizm nie ma już wystarczająco „mocy procesora” na wytwarzanie niepokojących myśli, przez co pojawia się głęboki spokój i zyskujemy energię. Dokonujemy wtedy również przełomowego dla wielu odkrycia – myśli nie są potrzebne do doskonałego funkcjonowania.

Dobrze, mamy już uważny ruch, ale istotną częścią naszego życia się silne emocje, często niechciane. Jeśli będziemy stosować uważność tylko w warunkach spokojnych, mimo że zauważymy poprawę jakości naszego życia, pojawi się jednocześnie podział na część spokojną, świętą i tę związaną z niepokojącymi emocjami, zwykłą codzienność.

Medytacja jest czynnością integrującą i nie powinna pogłębiać podziałów. Dlatego gdy zaznajomiliśmy się z medytacją siedzącą, oraz medytacją w ruchu możemy przejść do kluczowej formy uważności, do spotkania lub sparingu z demonami. Pod tym pojęciem rozumiemy naszą reakcję na stresujące sytuacje. Demonem nie jest osoba, która powiedziała coś obraźliwego. Jest nim nasza reakcja – gniew, zdziwienie, wściekłość. Sposób postępowania jest tu identyczny, jak w poprzednich, prostszych formach mindfulness. Tym razem obserwujemy swoje uczucia i odczucia podczas stresującej sytuacji. Może to być niemiła rozmowa z szefem, czy paniczny strach przed chorobą. Wtedy, w samym środku cyklonu, kiedy emocje są silne, wtedy właśnie przenosimy uwagę z drugiej osoby czy zewnętrznego wydarzenia, na nasze uczucia i odczucia, na naszą reakcję. Tę formę medytacji zwaną sparingami z demonami uważamy za najskuteczniejszą. Prowadzi ona do uwolnienia napięć, które tkwiły w nas nieraz latami, a może nawet od wielu pokoleń. To potężna, a zarazem prosta, niezwykle uzdrawiająca technika. Ze względu na silne nawyki taka forma medytacji bywa czasem niełatwa. Na szczęście nasza siła mentalna zbudowana podczas medytacji siedzącej i medytacji w ruchu przynosi efekty. Siłownia mentalna pozwala na stopniowe mierzenie się z coraz silniejszymi demonami.

Czasami sprawy toczą się tak szybko, że zanim zorientujemy się, że stajemy do sparingu z demonem już jest po nas. Daliśmy się wciągnąć, działaliśmy jak w amoku i właśnie orientujemy się, że czujemy się jak po bitwie. Nic straconego, tu wchodzi kolejna forma uważności, kiedy obserwujemy nasz wewnętrzny krajobraz po bitwie. Jeśli uczucia i odczucia są świeże, taka forma uważności również jest uzdrawiająca.

Osoby bardziej zaawansowane są w stanie przenieść uważność również na sen, w tym również na fazę snu głębokiego. Nawet jeśli tak daleko posunięta uważność wydaje się nam nierealna i odległa, to uważne zasypianie jest umiejętnością prostą i przynoszącą lepszy sen oraz więcej sił rano. Przekraczamy granicę pomiędzy jawą i snem w sposób uważny. Co ciekawe uważność w ciągu dnia powoduje mniej śnienia w nocy, a śnienie jest dla organizmu męczące. Podczas śnienia nasz mózg pracuje intensywniej niż na jawie i tracimy czas na najcenniejszą formę regeneracji – sen głęboki.

Uważność to potężna technika z niewyobrażalnym potencjałem do transformacji. Dlatego stworzyliśmy Akademię Lekkiej Głowy – długofalowy program, w którym uważność gra podstawową rolę. Uczymy się przenosić tę praktykę na coraz bardziej dynamiczne wydarzenia i stany mentalne. Stopniowo oswajamy się z naszymi demonami, przyzwyczajamy się do nich, a stosując uważne podejście zaczynamy dostrzegać rozwiązania, których wcześniej nie było. Stresujące sytuacje, które były dla nas wcześniej ścianą nie do przejścia, stają się bramą do rozwoju. Przekształcamy demony w sprzymierzeńców. Z czasem nabieramy pewności i odwagi. Ostatecznie żaden stan mentalny nie jest w stanie nas wytrącić z równowagi. Nasze życie przestaje być ciągłą ucieczką przed niechcianymi uczuciami i odczuciami, a staje się fascynującą przygodą, ciągłym rozwojem, któremu towarzysz radość, witalność, kreatywność i otwartość na ludzi i sytuacje. Tak, nadal chorujemy, nadal cierpimy gdy naszym bliskim wydarzają się nieszczęścia. Podróżujemy jednak znacznie lżejszymi, jest w nas pełno radości, a będąc bez zbędnego bagażu skuteczniej wspieramy innych.