PODROZUJ_LZEJSZYM

Medytacja - instrukcja użytkownika

2022-01-17
Igor Bokun

Z wykształcenia jestem informatykiem specjalizującym się w zagadnieniach bezpieczeństwa sieci komputerowych. Moją pierwszą poważną pracą było stanowisko asystenta naukowego w Katedrze Informatyki AGH w Krakowie. Pamiętam ten fascynujący czas, kiedy był już Internet, ale nie było jeszcze sieci WWW (tak, jest to możliwe 🙃). Profesor zaproponował mi wtedy etat, gdy zademonstrowałem mu autorski system służący do wykrywania luk bezpieczeństwa sieci komputerowych. Jedna z funkcji mojego systemu wykorzystywała tak zwaną metodę stack-overflow, czyli przepełnienie stosu. Chodziło o zmuszenie komputera do wykonania operacji, która spowoduje swego rodzaju "eksplozję systemu operacyjnego". Nietypowy stan, który powstaje w wyniku tej "eksplozji" pozwala włamywaczowi na dostęp do „boskiej cząstki”, czyli uzyskanie uprawnień administratora systemu.

Zbliżoną funkcję pełni ten tekst.

W dzisiejszym świecie, w którym nadmiernie skupiamy się na intelekcie, na myśleniu, medytacja pozwala na przywrócenie równowagi i zauważenie, że myślenie, racjonalizowanie, konceptualizacja, to zaledwie jedna apka w naszym repertuarze. Apka nawet całkiem przydatna, ale przeważnie nadużywana i wykorzystywana do celów innych, niż ją zaprojektowano. W tym kontekście czytanie tego tekstu stanowi dalsze karmienie intelektu. Czytanie o medytacji jest działaniem w kierunku przeciwnym do samej medytacji.

Ciężko jednak dotrzeć do nas w inny sposób niż poprzez intelekt. Uczestnictwo w sesji medytacji może wydawać się nudne i bezcelowe jeśli intelekt nie zostanie odpowiednio dopieszczony, nakarmiony wyjaśnieniami. Traktuj więc ten tekst jako swego rodzaju wirusa komputerowego, który dostając się przez intelekt ma za zadanie ostatecznie zdekomponować intelekt i doprowadzić do chwilowej "eksplozji" tej apki 😁. Pierwszym krokiem wirusa jest zainteresowanie Cię medytacją, mindfulness. Przekonanie Cię, że warto w to inwestować swój czas.

Medytacja+ stosowana przeze mnie w trakcie zajęć Akademii Lekkiej Głowy składa się z konkretnych części, sekcji, które poniżej omówię.

Ćwiczenia fizyczne i rozluźnienie

Zajęcia zwykle zaczynamy od kilku prostych ćwiczeń fizycznych: rozruszania szyi, ramion, masażu twarzy. Powodujemy rozluźnienie i naenergetyzowanie ciała.

Rozluźnienie jest słowem kluczowym w przypadku medytacji. Wszelkie nasze problemy są związane z napięciami, a konsekwentne rozluźnianie ciała i umysłu powoduje rozwiązywanie problemów: tych zdrowotnych, związanych z relacjami, z pracą. Tworzenie problemów w naszym życiu = budowanie napięć, rozwiązywanie problemów w naszym życiu = uwalnianie napięć.

W medytacji borykamy się z dwiema głównymi przeciwnościami: rozproszeniami i rozleniwieniem. Naenergetyzowanie ciała w wyniku ćwiczeń fizycznych pomaga nam rozpuścić rozleniwienie, przez co nasza obecność jest świeża, żywa, pozbawiona mgły mentalnej. Kojarzysz zapewne stan wyjątkowej klarowności i wspaniałej pustości umysłu, która pojawia się po dużym wysiłku fizycznym. Być może jest to główny powód, dla którego ludzie biorą udział w maratonach, czy wspinają się w góry.

Przegląd świata wewnętrznego

Przegląd świata wewnętrznego polega na obserwowaniu tego, co się dzieje w nas. Zwykle nasza uwaga jest skierowana na zewnątrz, na obiekty i innych ludzi. Niewiele więc wiemy o sobie, a jeśli już wiemy coś, jest to wiedza oparta głównie o nasze przekonania na własny temat, a nie PRAKTYCZNĄ obserwację tego, co się w nas dzieje, naszych reakcji, naszych ograniczeń.

Podczas praktyki medytacji+ zaczynamy od najbardziej wyraźnych zdarzeń mentalnych, czyli od odczuć cielesnych, przechodząc następnie do uczuć i ostatecznie kończąc obserwację na subtelnych zdarzeniach mentalnych, którymi są myśli.

W tej części medytacji chodzi o obserwowanie bez wewnętrznej narracji, bez oceniania, bez przyklejania mentalnych etykiet "to jest fajne", "tego nie lubię". Nie musimy również powtarzać, w myślach, jak małe dziecko: „teraz widzę gniew, teraz widzę myśl”. Po prostu obserwujemy.

Obserwujemy niczym naukowiec spoglądający w mikroskop. Staramy się zauważyć jak najwięcej szczegółów – jak „wygląda” uczucie, w której części ciała jest zlokalizowane, jaka jest jego dynamika.

To niewiarygodne, jak daleko idące są następstwa tak prostej czynności! Zaryzykuję stwierdzenie, że do większości wiedzy ważnej dla naszego życia dojdziemy poprzez wytrwałe obserwowanie własnych stanów mentalnych. No dobrze, zaryzykuję: nie większość, a CAŁĄ wiedzę ważną dla naszego życia odkryjemy obserwując siebie. Podkreślali to mędrcy od zarania dziejów.

„Poznanie innych, to inteligencja; poznanie siebie, to prawdziwa mądrość.”
Lao Tsu

„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? „
Jezus

Oto czego między innymi możemy dowiedzieć się poprzez obserwowanie własnych stanów mentalnych podczas dnia.

  • Dokonamy zaskakującego odkrycia, jak daleki od rzeczywistości jest nasz wyidealizowany obraz samego siebie. Okazuje się, że pojawia się w nas zazdrość, zawiść, pogarda, nienawiść i wiele innych tak zwanych „negatywnych” uczuć.
  • Jeśli z kolei mamy niską samoocenę, zauważymy, że nie jest aż tak źle, że jest w nas sporo pozytywnych stanów mentalnych. Zauważymy, że przestając traktować siebie po macoszemu, poświęcając sobie uwagę, dbając o siebie, stajemy się bardziej wartościowi.
  • Zauważymy, że na wiele wydarzeń wewnętrznych nie mamy wpływu. Dzieją się one poza naszą wolą.
  • Dostrzegamy powiązanie pomiędzy emocjami, a myślami, ocenami i działaniami. Ten sam człowiek będzie wyglądał dla nas całkiem inaczej gdy wewnątrz jesteśmy spokojni albo bardzo poruszeni.
  • Przekonamy się, że na świat wewnętrzny mamy większy wpływ, niż na świat zewnętrzny. Zestawiając tę wiedzę z odkryciem opisanym w poprzednim punkcie, zauważymy że mamy duży wpływ na jakość naszego życia.

Dla każdego będzie to inna wiedza. Przeważnie zaskakująca, czasem trudna do zaakceptowania, zawsze uwalniająca i uzdrawiająca!

Uwalnianie napięć aka sparingi z demonami

Medytacja+ odbywa się w warunkach „laboratoryjnych”. Zakładam, że podczas naszych spotkań siedzisz sobie wygodnie, w samotności, bez dużej ilości bodźców zewnętrznych. Są to warunki „cieplarniane” i mało realne, ale dzięki temu nabieramy zdolności medytacji.

Największa magia medytacji dzieje się jednak w trakcie naszy codziennych czynności. Jeśli jesteśmy w stanie w ciągu dynamicznego dnia robić dokładnie to samo, co podczas medytacji+, nasze życie zacznie się szybko zmieniać.

Moc naszej transformacji jest proporcjonalna do poziomu stresu sytuacji, w której uwolnimy napięcie. Jeśli będziemy w stanie obserwować szał emocji podczas kłótni z partnerem, uwolnienie będzie silne i da nam spory potencjał do przerwania nawykowego, utartego schematu.

Gdy przyglądniemy się naszemu wnętrzu w tej sekundzie, gdy wiadomość ze świata wyprowadzi nas z równowagi, zrozumiemy z jakim stanem mentalnym się źle czujemy, i że to nasza reakcja wewnętrzna jest źródłem problemu, a nie wiadomość ze świata.

Docelowo warto przez cały dzień, non stop obserwować swoje stany mentalne: odczucia, uczucia, myśli. Taka praktyka nie wymaga dodatkowego czas! Robimy to podczas „zwykłego życia”.

Praktykę uważności, medytację w trakcie stresującego wydarzenia nazywam sparingiem z demonem. Nie jest deomonem jednak inna osoba, czy sytuacja. Jest nim nasza własna reakcja, na którą zwykle nie zwracaliśmy uwagi. Stopniowe oswajanie się z demonem, a docelowo przekształcenie go w sprzymierzeńca spowoduje, że będzie coraz mniej trudnych do zaakceptowania stanów wewnętrznych. W ten sposób rodzi się nieustraszoność. Z każdym dniem będziemy nabierać odwagi. Zamiast uciekać od niechcianych uczuć i dążyć do chcianych, pojawi się pojedynczy smak wszystkich uczuć i zyskamy wielką wolność.

Nasza wewnętrzna budowa przypomina cebulę. Każda warstwa cebuli to kawałek naszego ego. Dzięki sparingom z demonami usuwamy kolejne warstwy, kolejne poziomy utożsamiania się. Jesteśmy zaskoczeni, że im mniej nas zostaje, jesteśmy więksi i silniejsi.

Skierowanie uwagi na serce

Przegląd świata wewnętrznego kończymy kierując uwagę na bicie naszego serca. Jest to naturalna kontynuacja obserwowania tego, co się dzieje w nas.

Praktykując medytacje zaczynamy zauważać zjawiska w ciele, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Tak byliśmy zafascynowani i zaabsorbowani światem zewnętrznym, że kierowanie uwagi do środka nie wydawało się produktywne. Gdy świat wewnętrzny zacznie nas interesować, zauważymy między innymi, że samą uwagą możemy wpływać na fizjologię ciała. Według tradycyjnej medycyny chińskiej, za uwagą podąża energia, a za energią esencja – czyli na przykład krew. Nie wymaga dużego treningu zauważenie, że możemy zaktywizować daną część ciała, skupiając na niej jedynie uwagę.

Serce jest kojarzone z ośrodkiem energetycznym odpowiedzialnym za siłę życiową, witalność, radość. Sprawdź, czy kierując uwagę na serce uzyskujesz efekt podniesienia swojej energii.

Nasza uwaga to silne narzędzie, a serce jest czułym i skomplikowanym organem. Jeśli czujesz dyskomfort podczas kierowania uwagi na serce, nie rób tego. Podczas medytacji+ możesz obserwować wtedy swoje tętno w innej części ciała – w nogach, rękach, brzuchu.

Wewnętrzny uśmiech

Następnie proszę uczestników o przywołanie wewnętrznego uśmiechu. Mój sposób na to jest bardzo prosty. Przywołuję wspomnienie, gdy odprowadzałem w słoneczny dzień któreś z moich dzieci do przedszkola. Maluch się żegnał ze mną i moment, w którym obserwowałem, jak sam wkracza w "dorosłe życie" powodował wyjątkowe, unoszące uczucie. Uczucie sympatii, radości, przyjaźni. Unikam określenia miłości, bo zaliczam to słowo do kategorii "ciężkich znaczeniowo". Kochać, to nie znaczy zawsze to samo :). Wolę bardziej neutralne określenie "wewnętrzny uśmiech". Połączenie ciała z umysłem powoduje, że uśmiech na twarzy powoduje automatycznie pojawienie się wewnętrznego uśmiech.

Nie chodzi tu o uczucie euforii, a bardziej spokojnego, wszechogarniającego ciepła. Ciepła, które przynosi spokój.

Gdy przywołasz wewnętrzny uśmiech poczuj, jak ogarnia on całe wewnętrzne ciało. Jest to kolejna, bardzo praktyczna umiejętność. Dlaczego?

  • Po pierwsze od razu, gdy to zrobimy, czujemy się przyjemnie.
  • Dzięki tej praktyce zaczynamy zauważać, że jakość naszego życia zależy bardziej od jakości świata wewnętrznego niż zewnętrznego.
  • Gdy zrozumienie stanie się głębsze, nie będziemy chcieli poświęcać tego ciepłego uczucia i sami z własnej woli wypełniać świat wewnętrzny agresją czy nienawiścią. Dokonamy odkrycia, że nienawiść nie robi nic wrogowi, a nam niszczy cenny spokój i wewnętrzny uśmiech.
  • Według wiedzy taoistycznej (i nie tylko) wewnętrzny uśmiech ma moc samouzdrawiania.

Oduczanie rozpraszania

Teraz przechodzimy do najdłuższej części sesji medytacji+. Przez parę minut praktykujemy oduczanie rozpraszania. Rozproszenia pojawiają się niezależnie od naszej woli, a w czasie medytacji najczęstszym rozproszeniem są pojawiające się myśli oraz myślenie - czyli aktywne kontynuowanie pojawiającej się myśli i tworzenie łańcuszków myślowych.

Naszym wsparciem w oduczaniu rozpraszania jest tak zwana kotwica medytacyjna, oparcie medytacyjne. Jest nią na przykład obserwowanie oddechu. Obserwowanie, czyli ciągłe, nieprzerwane, delikatne zwracanie uwagi na wrażenie zmysłowe oddechu. Oddech możemy "czuć" w wielu miejscach, ale najwyraźniej go "widać" poprzez przyglądanie się wrażeniom zmysłowym związanym z ruchem brzucha i klatki piersiowej lub związanych z przepływem powietrza w nozdrzach. Drugi sposób jest preferowany, gdyż jego dynamika automatycznie dostosowuje się do głębokości naszej medytacji i działa tam podwójny mechanizm sprzężenia zwrotnego: medytacja prowadzi do płytszego oddechu, a to powoduje delikatniejsze wrażenia zmysłowe przepływu powietrza przez nozdrza i konieczność wyostrzenia uwagi. Wyostrzenie uwag i z kolei pogłębia medytację i spowalnia tętno oraz oddech. Możemy dojść do momentu, w którym wydaje się, że w ogóle nie oddychamy. Bez obaw - nasze ciało ma miliardy lat i wie, co robi.

Inną kotwicą medytacyjną jest wpatrywanie się w jeden punkt. Opieramy spojrzenie na jakimś zewnętrznym obiekcie i utrzymujemy uwagę wzrokową w sposób nieprzerwany na tym punkcie. Nie napinamy oczu.

Możemy również powtarzać dowolny dźwięk, mantrę i wsłuchiwać się we własny głos. To dobra metoda, gdy robimy się senni.

Kotwica medytacyjna działa, gdyż kieruje nas do zmysłów, a one są zjawiskiem czasu rzeczywistego. Funkcjonują jedynie w teraźniejszości.

Tryb 100% bycia

Medytacja polega na byciu i odejściu od robienia, działania. Nieraz podczas zajęć proszę uczestników o włączenie na chwilę trybu „100% bycia”. Przez ten czas nie inicjujemy żadnej aktywności. Po prostu jesteśmy rozluźnieni i kompletnie nic nie robimy. Nasze siedzenie nie ma żadnego celu. Po prostu siedzimy. Nie musimy nawet nic obserwować, ponieważ obserwowanie odbywa się domyślnie. Nie musimy również używać wysiłku, bo zmysły funkcjonują bezwysiłkowo. Rzeczywistość nie ma przycisku „wyłącz”.

Gdy nie mamy jeszcze wprawy, omawiany tryb może szybko prowadzić do intensywnego ruchu wewnątrz, głównie ruchu myśli. To znak, że warto przez pewien czas jeszcze skorzystać z kotwicy medytacyjnej i włączyć „10% działania i 90% bycia”.

Medytacja jest formą sztuki, w której raz używamy nieco wysiłku koncentrując uwagę na kotwicy medytacyjnej, następnie rozluźniamy wysiłek i na chwilę włączamy tryb „100% bycia”. W końcu przyjdzie taki dzień, kiedy uwaga pozostawiona na jednym miejscu, zostanie tam przed długi czas. Umysł się zatrzyma, mimo że nie będziemy wykonywać żadnych operacji mentalnych przymuszających go do tego. Będziemy obserwować ruch na zewnątrz, obrazy, dźwięki i jednocześnie całkowity bezruch w środku. To ciekawe przeżycie!

Otwarte oczy

Sugeruję, by podczas medytacji mieć otwarte oczy. Te kilka minut medytacji, które spędzamy razem, już przynosi konkretny efekt fizjologiczny i mentalny. Jednak prawdziwe owoce medytacji zauważymy (a wcześniej zauważą je nasi znajomi i rodzina) łącząc medytację z codziennym życiem – patrz sparingi z demonami. Bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by przez cały dzień, setki razy wracać do obserwowania naszych stanów mentalnych. To nie wymaga dodatkowego czasu, jest swego rodzaju "nakładką" na inne czynności, która powoduje przejście w "tryb PRO" nawigacji życiowej. Stosując tę metodę konsekwentnie, zauważycie głębokie, daleko idące miany. Nie zawsze przebiegają one w kierunku zgodnym z "naszą" intencją, ale jeśli mamy odwagę i zaufamy, z perspektywy czasu okazuje się, że były to zmiany w kierunku ŻYCIA.

A skoro przez większość dnia mamy oczy otwarte, to praktykowanie medytacji w ten sposób przygotowuje nas do włączania trybu medytacyjnego do naszych czynności.

Podsumowanie

Piętnastominutowa sesja, podczas której nie mówię zbyt wiele, to tak naprawdę całkiem złożone przedsięwzięcie. Jeśli potrzebowałaś/potrzebowałeś złożonego wyjaśnienia intelektualnego, by zaakceptować medytację, to mam nadzieję, że Ci go właśnie dostarczyłem. Na temat każdego ze wspomnianych aspektów medytacji znajdziesz sporo prac naukowych. Warto jednak zachować odpowiednie proporcje - postaraj się dłużej medytować niż czytać o medytacji.

Nie omówiliśmy w tym tekście wielu innych zagadnień związanych z piętnastominutową sesją medytacji+, takich jak pozycja medytacyjna czy zjawiska fizjologiczne towarzyszące medytacji, jak na przykład gromadzenie się śliny w ustach, czy zmiana sposobu słyszenia dźwięków odbierana, jakby dźwięki nie były zlokalizowane jednym punkcie, a wypełniały całą przestrzeń.

Jak widzisz jest więc jeszcze mnóstwo miejsca dla wygłodniałego intelektu. Pamiętaj jednak, że tak jak w opowieści o białym i czarnym wilku - ostatecznie wygra te, którego bardziej karmisz. Moim zdaniem karmienie części pozaitelektualnej poprzez PRAKTYKĘ medytacji jest bardziej cenne.

Jak to mawiał ponoć Nagarjuna, a z czym się w pełni zgadzam, wszystkie myśli są fikcją, bajką, historyjką, którą tworzymy, bo poradzić sobie z przerażającą, pozbawioną struktury rzeczywistością. Jeśli więc ta bajka była dla Ciebie przydatna i zachęciła Cię do PRAKTYKOWANIA medytacji, to była to bajka zmierzająca w kierunku Życie :).

Post scriptum - ostatni skok

W poprzedniej części tekstu pod pojęciem „zewnątrz” rozumieliśmy to, co jest i dzieje się w świecie „zewnętrznym”: obiekty, wydarzenia, inni ludzie.

Teraz na moment zmieńmy definicję. Na zewnątrz niech będzie wszystko to, co postrzegamy, włącznie z naszym światem dotychczas nazywanym „wewnętrznym”. Obiekty, ludzie, nasze myśli, nasze uczucia. Wszystko to są zjawiska zewnętrzne. 100% naszych doświadczeń. A czym jest w takim razie „wewnątrz”? W kierunku przeciwnym do tego, co postrzegane, jest to, co postrzega, źródło naszego widzenia, słyszenia, myślenia. Nie chodzi o jakikolwiek koncept, ideę źródła, ale o doświadczenie praktyczne, o „miejsce”.

Czasami podczas zajęć proszę Was o przeniesienie uwagi na to, co widzi, co obserwuje. Wyjaśnienie tej praktycznej czynności jest wyzwaniem, ale gdy raz to zrobimy, później jest bardzo łatwo.

Ta umiejętność stanowi ostateczny skok w naszej medytacji. Możemy w ogóle pominąć medytację i jeśli mamy talent, zdolność przeniesienia uwagi na to, co widzi jesteśmy w domu.

Źródło, z którego pochodzi każda z percepcji ma niezwykłe właściwości. Z wielu znanych mi nauczycieli medytacji, polecę dwóch, którzy w mojej ocenie są specjalistami ds. ostatecznego skoku. To Jackson Peterson i Douglas Harding. Na stronie clearmind.pl w sekcji „materiały” znajdziesz odpowiednie odnośniki.

Nie daj sobie wmówić, że widzenie tego, co widzi jest tak trudne, że dostępne jedynie dla nielicznych. Próbuj. Jeśli nie uda się dziś, to spróbuj znowu.

Dlaczego to niezwykłe miejsce? Najlepiej dojść do zrozumienia samodzielnie. Dodam jedynie słowa mistrza medytacji, że jest to:

„Tak bliskie, że nie dostrzegasz,
tak głębokie, że nie pojmujesz,
tak proste, że nie wierzysz,
tak dobre, że nie akceptujesz.”

Kalu Rinpoche

Powodzenia w medytacji!
Igor Bokun