Koniec poszukiwań

2020-07-03
Koniec poszukiwań

Franciszek z Asyżu ponoć napisał "Ten, którego szukasz, to ten, który patrzy". Po angielsku to lepiej brzmi ze względu na podobieństwo słów "szukać" i "patrzeć": "what's looking is what you are looking for".

W życiu zawsze występuje pewien niepokój, dyskomfort, brak satysfakcji, poczucie, że czegoś nam brakuje. W sanskrycie tej stan jest określany jako "duhkha" i przechodząc przez tłumaczenie angielskie na "suffering" ląduje w języku polskim jako "cierpienie". Jest to więc trochę mylące, bo rzadko kiedy "cierpimy", a dość często - być może nawet codziennie - czujemy pewien dyskomfort, czegoś nam brakuje. Ponoć ten dyskomfort powoduje naszą ciągłą życiową miotaninę. Edukacja, kariera, partner, rodzina, gromadzenie bogactwa, status społeczny, rozwój osobisty, joga, praktyki duchowe - wszystko to, do czego zmierzamy, ma za zadanie przysłonić ten irytujący niepokój. Efekt jest przeciwny - z czym większym napięciem dotrzemy do jednego celu, tym większa będzie presja na osiągnięcie kolejnego. Wzmacniamy duhkkę, a nie osłabiamy jej.

Zdarzają się jednak czasem ludzie, którzy w sposób spontaniczny, całkowicie niezamierzony odkrywają to, o czym napisał Franciszek z Asyżu. Odkrywają oni, że to, czego szukamy jest tym, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy. Tu nie chodzi o poetycką formułę, ale o precyzyjną, inżynierską instrukcję. Jeżeli tam właśnie przeniesiemy naszą uwagę i będziemy to robić konsekwentnie, gdy tylko uwaga zacznie brykać, to znajdziemy niespotykany wcześniej spokój i ukojenie. Niepodsycana paliwem uwagi duhkha wypali się i ostatecznie zgaśnie w sposób naturalny.

#1 Problem w tym, że jesteśmy przyzwyczajeni do kierowania uwagi na myśli i koncepty. Jeśli więc mowa o przenoszeniu uwagi na "to, co widzi", zaczyna się fantazjowanie, kombinowanie i logiczna analiza. Myślenie o tym, co widzi i gdzie to jest. A tu do cholery chodzi o PRZENIESIENIE UWAGI na to, co widzi. O czynność PRAKTYCZNĄ, a nie abstrakcyjne, analityczne roztrząsanie.

#2 Drugim częstym problemem jest oczekiwanie fajerwerków. Rzeczywiście rozglądamy się najpierw zaciekawieni, później znudzeni, bo szukamy miejsca, które pokaże nam gwiazdy niczym tabletka ecstasy. Nie znajdujemy raju z przysłowiowymi dziewicami, więc uważamy opowieści Franciszka i jemu podobnych za bujdy.

Przez tysiące lat inżynierowie umysłu znaleźli wiele niezwykle pomysłowych metod na zobaczenie tego, co widzi i w efekcie zakończenie poszukiwań. Jeden nawet solidnie w tym celu huknął w łeb swojego napastliwego ucznia drewnianym sandałem. Mnie osobiście najbardziej pasuje metoda opracowana przez Douglasa Hardinga, a obecnie propagowana przez Richarda Langa.

W części 1B pojawia się "eksperyment wskazujący", który jest sednem zauważenia "tego, co widzi". Ogólnie polecam całą serię filmów Richarda oraz książki Hardinga - w szczególności dostępną po polsku "O nieposiadaniu głowy".

Gdy spacerujemy w górach, albo nad morzem, idziemy nie zastanawiając się nad niczym. Piękna przyroda, rytmiczne kroki, oddech. Zauważyliście wtedy, że to, co widzi przez oczy nie zmieniło się od czasu waszego dzieciństwa? Tak samo i to samo widziało dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat temu - szczególnie, gdy spacerujecie w znajomych okolicach. O tę właśnie magię chodzi. To coś jest niezmienne, niezniszczalne, powoduje dziecinną radość i zawsze jest dostępne.

Gdy ludzie składają mi życzenia, to najczęściej słyszę życzenie zdrowia, "bo zdrowie jest najważniejsze". To pułapka - bo przecież wiadomo, że w pewnym wieku zdrowie będzie się pogarszać. Oczekiwanie zdrowia jest gwarancją zgryzoty - najpewniejszą z pewnych. Hmm - najczęściej słyszę te życzenia od teściowej, ciekawe ... :). Lepiej więc życzyć końca poszukiwań, końca braku satysfakcji. Niech ciało się starzeje, rozpada, taka kolej rzeczy. Jesień też jest piękna. Gdy tylko uwaga jest skierowana TAM, rozpadanie się ciała nie będzie (ponoć) problemem, a niezłą zabawą :). Zobaczymy :).