Syndrom targetów

(c) Igor Bokun ClearMind.pl
wrzesień 2020

Image

Cele są podstawą większości firm, a rolą pracowników jest ich osiąganie. Gdy cel zostanie zrealizowany, menadżer ustala kolejny i tak bez końca.

Co robi z naszym umysłem ten zwyczaj biznesowy? Gdy podejdziemy do tematu osiągania celów w sposób nieodpowiedni, zrobimy sobie sporą krzywdę. Wykształcimy sobie nawyk mentalny, który nazywam syndromem targetów. Bardzo groźne schorzenie, według mnie nieporównywalnie bardziej destrukcyjne od koronawirusa.

Problem1. Jako że cel jest zawsze w przyszłości, to nasza uwaga będzie ciągle w przyszłości. W efekcie tracimy mentalny kontakt z teraźniejszością. Odfruwamy, tracimy kontakt z ziemią i podejmujemy błędne decyzje, bo nie widzimy tego, co dzieje się teraz.

Problem 2. Nasze spełnienie zawodowe jest związane z osiągnięciem celu, więc trenujemy poczucie barku spełnienia przez zdecydowaną większość czasu. No bo czas, kiedy jesteśmy u celu trwa chwilę - może kilka dni - natychmiast menadżer ustawi nam kolejny cel. Cały pozostały czas, przeznaczony na zdobywanie celu, będzie nacechowany niespełnieniem, brakiem satysfakcji, brakiem kompletności.

Gdy syndrom targetów będzie trenowany i utrwalany przez wiele lat, nie będziemy już w stanie znaleźć spełnienia i satysfakcji. Zawsze będziemy gonić za kolejnym celem i nigdy nie zaznamy spokoju. Nasz umysł nigdy nie będzie zadowolony z tego co jest i zawsze będziemy wkładać wysiłek w poszukiwania, a jednym z najbardziej wyczerpujących rodzajów poszukiwań będą poszukiwania duchowe. Będziemy podróżować do miejsc mocy, zaliczać kolejne warsztaty, czytać kolejne książki - wzmacniając jedynie naszą chorobę.

Gdybym miał wymyślić jedną z dotkliwszych tortur piekielnych to zaproponowałbym Belzebubowi syndrom targetów. Niestety ktoś mnie ubiegł i nie zgarnę opłat licencyjnych :).

Nie musi tak jednak być - nawet w środowisku korporacyjnym.

Sztuczka polega na skupieniu uwagi na tym, co właśnie robimy. Co jakiś czas patrzymy na cel, jako na nasz drogowskaz. Cel pokazuje nam jedynie, czy wjechaliśmy na dobrą autostradę. Gdy jednak na niej jesteśmy, to skupiamy się na prowadzeniu - na wykonywaniu najlepiej jak potrafimy bieżącej czynności. Nie patrzymy non stop na system nawigacji, tylko na drogę. W przeciwnym wypadku prosimy się o katastrofę.

Gdy jesteśmy już zarażeni syndromem targetów i skupienie na teraźniejszości jest trudne, to możemy zastosować prosty trik i podzielić czas na mniejsze kawałki. Naszym celem będzie dobre wykonanie pracy DZISIAJ. O targecie nie myślimy non stop, tylko od czasu do czasu sprawdzamy, czy jesteśmy na odpowiednim kursie. Stopniowo możemy zmniejszać nasze okienko czasowe, aż dojdziemy do ideału - nieskończenie krótkiej teraźniejszości.

Duże wrażenie zrobiło na mnie przedstawienie jednej z nauk Nagarjuny przez bliskiego mi Jacksona Petersona: "Wyobraź sobie oś czasu. Wszystko na lewo od tego miejsca to przeszłość. Ona już nie istnieje. Wszystko na prawo to przyszłość - ona jeszcze nie istnieje. A co zostało?". Nie zostało nic. Teraźniejszość na zerowy czas trwania, a wiemy z fizyki, że w takich punktach zwanych osobliwościami mają miejsce dziwne zjawiska. Gdy więc nasz umysł spocznie wreszcie w tym nieskończenie wąskim miejscu o zerowym czasie trwania, mamy wrażenie bycia w wieczności. To według mnie jest słynne, poszukiwane życie wieczne. I nie chodzi o kolejny złoty target zwany śmiercią, po którym już będziemy żyć wiecznie. Życie wieczne trwa właśnie w tej chwili. W Twoim biurze.